Nawet producenci wibratorów będą musieli stosować RODO

Nigdy bym nie pomyślał, że napiszę o wibratorach w kontekście prywatności! A jednak! A wszystko dzięki Kubie Klawiterowi, który w swoim filmie wspomniał o problemie i zainspirował mnie, w efekcie czego znalazłem m.in. ten artykuł.

Chodzi o wibratory We-Vibe 4 Plus  z bluetoothem, łączące się z aplikacją na telefonie. Jedną z funkcjonalności było umożliwienie partnerowi „interakcji”, niezależnie od tego gdzie jest - przykładowo podczas rozmowy przez Skype partner mógł sterować urządzeniem a jak to wyglądało, to już pozostawiam wyobraźni.

Use We-Vibe 4 Plus together — during sex or when you’re apart.
She gets extra stimulation to her clitoris and G-spot and together
you both share the vibe.

Okazało się, że aplikacja miała wiele podatności, zabezpieczenia na tak niskim poziomie, że w zasadzie każdy w zasięgu Bluetooth'a mógł sterować wibratorem. Co więcej – urządzenie gromadziło dane i przekazywało do producenta, które ujawniały nazwijmy to zwyczaje seksualne. Oczywiście posiadacze nie byli o tym informowani.

Co ciekawe - to było prezentowane na konferencji poświęconej bezpieczeństwu - Def Con w Las Vegas w 2016 - prezentacja zdaje się miała tytuł "Hacking the Internet of Vibrating Things" - i jest tutaj >>

Nadchodzi era internetu rzeczy - pralki, lodówki, żarówki, kaloryfery i wibrator zbierają dane i łączą się z innymi urządzeniami.

I dlatego właśnie – jako osobę prywatną – cieszy mnie to, że zmieniają się przepisy w Europie i producenci nie będą mogli lekce sobie ważyć kwestii prywatności, bo będą musieli ocenić ryzyka dla prywatności, uwzględniać bezpieczeństwo na etapie projektowania oraz „włączać je domyślnie” (czyli po wyjęciu z pudełka i szybkim skonfigurowaniu nie powinna dziać się krzywda użytkownikom).

 

Obrazek: 

Odpowiedzi

Portret użytkownika admin

Aha! Są takie z kamerą i też łatwo je zhakować. Internet of things!